Jako wolontariusz ŚDM w ramach tygodnia misyjnego codziennie byliśmy z pielgrzymami na jakimś ciekawym wyjeździe. Akurat w tych dniach były terminy rójek. Warunki były idealne: ciepło i tuż po deszczu. Nosiłem fiolke wciąż w kieszeni. Mijały dni a tu lipa... Królowych nie było widać. Ale jednak, podczas wyjazdu do większego miasta tuż przed burzą zobaczyłem po raz pierwszy w życiu tak ogromną rójkę! One były wszędzie. Nie było momentu w którym królowa nie wylądowała na mojej głowie. Chodziły po chodnikach, trawie, budynkach, no poprostu wszędzie 😆 I tak właśnie udało mi się złapać Grażynę- 26 lipca 2016 r.
Co najlepsze złapałem ją rano, a aż do późnego wieczora nie miałem zamiaru się wracać do domu 😅 Bałem się że to może się odbić na zdrowiu mojej Królowej ale na szczęście wszystko przebiegało poprawnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz